Newsletter "Droga Serca"

Zobacz Archiwum Newslettera

nr 8 – sierpień 2011

  1. Wypalenie czy depresja?
  2. Anioły – coś dla sceptyków
Wypalenie czy depresja?


          Nigdy nie mów, że jesteś w depresji. Ani nie myśl o sobie, że masz depresję. Zamiast tego używaj określenia „wypalenie”.

           Każdy człowiek jest inny, każdy ma inne uwarunkowania i sposoby radzenia sobie z problemami. Jednak wypalenie charakterystyczne dla różnych osób, jest często pojawiającym się stanem, jakby końcową fazą w cyklu, który rozpoczyna się głębokim zaangażowaniem w swoją pracę.

         Przez wiele miesięcy w zeszłym roku byłem w stanie wypalenia. Jest to stan powierzchownie podobny do depresji, ale są zasadnicze różnice między nimi.

          Przez pewien czas myślałem, że mam depresję i to tylko pogrążało mnie w poczuciu braku sensu i nie pozwalało mi na działanie. Nie byłem otwarty na ludzi i nie miałem energii na tworzenie czy pracę.
Dopiero gdy usłyszałem o wypaleniu i zacząłem czytać o tym, zrozumiałem, że nie mam depresji. A myśląc, że mam depresję tylko robiłem sobie krzywdę.

          Podstawową różnicą między depresją i wypaleniem jest to, że z wypalenia jest łatwiej wyjść samemu, a depresja jest stanem, który w wielu wypadkach musi być leczony farmakologicznie lub przy użyciu psychoterapii.
Drugą różnica jest to, że słowo „wypalenie” jest dość rzadko używane dla określenia dłużej trwającego stanu. I jest ono używane na ogół w środowiskach korporacyjnych bo właśnie tam jest najłatwiej wypalenie spotkać i zdiagnozować. Ale wypalenie jest bardzo częste w przypadku osób prowadzących własną firmę, nauczycieli czy w wielu innych grupach zawodowych.

          Dla określenia dłużej trwających stanów używa się na ogół określenia „depresja” i jest to często niezgodne ze stanem rzeczywistym. Nie jestem lekarzem więc nie mogę spojrzeć na ta sprawę z punku widzenia medycyny czy psychoterapii, ale wiem n pewno, że myśli i słowa mają moc, szczególnie jeśli używamy ich w kontekście siebie samego.

          Jest to ważna sprawa, ponieważ energia słowa „depresja” jest bardzo niska, jakby oddzierająca z woli i chęci do działania. Jeśli myślisz o sobie, że masz depresję i mówisz o sobie w ten sposób, robisz sobie dużą krzywdę. Jesteś w stanie bardzo delikatnym i szufladkując ten stan jako „depresja” częściowo zamykasz sobie drogę do samodzielnego i szybkiego wyjścia z tego stanu. Nawet jeśli nie jest to twoją intencją.

          Lepiej już mówić, że masz nastroje depresyjne niż, że „jesteś w depresji” czy „masz depresję”.
A zdecydowanie lepiej jest używać słowa „wypalenie”. Oczywiście nie jest tak, że samo użycie tego czy innego słowa wyciągnie cię z jakiegoś stanu czy wrzuci cię w jakiś stan, ale słowa mają jednak spory wpływ na kształtowanie rzeczywistości i są czynnikiem wpływającym na polepszenie lub pogorszenie stanu czy samopoczucia. Określenie „depresja” zostaw lekarzowi czy psychoterapeucie. Łatwiej będzie ci żyć i zmienić swój stan jeśli nazwiesz go wypaleniem.

          Może w przyszłości powrócę do tego tematu i napiszę o tym co robić aby wyjść ze stanu wypalenia. Na razie tylko zwracam uwagę na to, że wypalenie jest często spotykane, ale rzadko w naszym kraju opisywane jako właśnie wypalenie. Możliwe więc, że wiele osób, które są w stanie zniechęcenia, unikają ludzi i nie mają ochoty do pracy, to nie są nieodpowiedzialne „lenie” ani nie mają depresji, tylko są wypaleni. Ale podkreślam tu, że ostateczna ocena powinna należeć do specjalisty. Celem tego artykułu jest tylko inne spojrzenie i wskazanie innych możliwości niż to, czego dostarczają nam współczesne media i tzw. mądrość ludowa.


 

Anioły – coś dla sceptyków

           Anioły są tematem bardzo popularnym, aczkolwiek dla wielu ciągle kontrowersyjnym. W kilku akapitach napiszę jakie ludzie moją czasem wątpliwości związane z tym tematem, jakie mogą powstać nieporozumienia.

           Z jednej strony ludzie niepotrzebnie kojarzą anioły z religią lub z Kościołem, podczas gdy anioły i archanioły nie mogą być identyfikowane z żadnym porządkiem religijnym. Owszem, z duchowością tak, ale nie z jakąś konkretną religią. Ani Kościół Katolicki ani np. Islam nie maja monopolu na anioły. Z powodu tego skojarzenia z Kościołem wiele osób jest niechętnie nastawionych do tematu aniołów, bo obawiają się że będzie na nich wywierana presja związana z religią. Jeśli masz takie obawy, to chciałbym cię uspokoić. Anioły absolutnie nie muszą mieć nic wspólnego z religią. Sam czasem używam określenia Stwórca, ale jest słowo poza jakąkolwiek religią.

          Z drugiej strony, niektóre osoby wierzące odrzucają koncepcję proszenia aniołów. Mówią natomiast, że modlić trzeba się do Boga i Boga prosić o pomoc. Anioły jednak w swojej istocie są pośrednikiem między nami a Stwórcą. I jakkolwiek rozumiesz określenie Stwórca – anioły niosą do niego twoje prośby. Odrzucanie bezpośredniej relacji z aniołami jest po prostu poglądem konserwatywnym , pozbawionym otwartości i po prostu sprzeczny z duchowością. Bo religijność, szczególnie dogmatyczna religijność, często nie ma nic wspólnego z duchowością.

          Jeszcze inni myślą o aniołach jako o istotach bogopodobnych i chcą się do nich modlić jak do starożytnych bóstw. Dla tych osób traktowanie aniołów jak przyjaciół czy pomocników może być obrazą majestatu aniołów. No cóż, ja widzę anioły jako istoty przyjazne i dostępne, ale jeśli ktoś ma inne założenia, to wtedy anioły pewnie będą mu się takimi ukazywać. Tak wygląda wolna wola.

          Trudniej natomiast jest z osobami, które całkowicie odrzucają możliwość istnienia innych światów niż świat fizyczny, czy innych wymiarów. Osoby te nie będą prosić aniołów o pomoc czy o prowadzenie, nie będą kontaktować się z nimi bo po prostu nie wierzą w ich istnienie. To jest podejście bardzo wygodne dla naszego ego. Ego będzie się podszywać pod anielskie prowadzenie, wszelkie znaki czy zbiegi okoliczności będą interpretowane jako przypadki czy wydarzenie nie mające żadnego znaczenia. Co z tym robić? Chyba po prostu nic. Każdy człowiek ma prawo przyjąć taki światopogląd jaki mu odpowiada.

          Jeśli interesujesz się aniołami i masz kogoś bliskiego, kto odrzuca istnienie aniołów, nie staraj się go do nich przekonać. Nigdy nie próbuj zmienić kogoś na siłę. To po prostu nie ma sensu. Efekt może być przeciwny, a na dodatek tworzysz sobie nie najlepszą karmę. Możesz porozmawiać o aniołach, ale tylko wtedy gdy osoba ta jest na tyle otwarta by cię wysłuchać bez krytykowania czy złośliwości. Jeśli to nie jest możliwe, daj sobie spokój. Jeśli ktoś ma się aniołami zainteresować, nastąpi to w doskonałym dla tej osoby momencie. Ja sam zacząłem się aniołami interesować grubo po trzydziestce. Wcześniej nie miałem o nich najmniejszego pojęcia, w ogóle temat ten dla mnie nie istniał. Co nie znaczy, że anioły nie były obecne w moim życiu wcześniej. Gdy patrzę w przeszłość widzę wiele takich zbiegów okoliczności, że to się po prostu nie da wytłumaczyć w żaden „racjonalny” sposób.

          Wiele kluczowych decyzji podejmowałem z nie wiadomo jakich powodów. Wiele pomysłów czy okoliczności pojawiało się „zupełnie przypadkowo”. Teraz widzę, że było to działanie aniołów, anielskie prowadzenie. Ale wtedy bez wątpienia wyśmiałbym takie poglądy. Tak więc nie martw się, że twoi bliscy nie wierzą w anioły. Bo to może się zmienić. A ich anioły i tak będą się starały im pomóc, nawet jeśli nie ma teraz świadomego z nimi kontaktu……

          Poza tym wiele osób jest tak samodzielnych, tak nie przyzwyczajonych do pomocy, że nie są w stanie zaakceptować koncepcji aniołów pomagających w osiąganiu celów czy marzeń. Żeby osiągnąć cel, trzeba go sobie wyznaczyć, działać, dążyć do niego, starać się i czasem bardzo ciężko napracować. To jest takie podejście „męskie”. Wiele osób nie rozumie, że można mieć cel czy marzenie, wizualizować je i poprosić anioły o pomoc.
          Oczywiście rzadko obywa się bez wkładu własnej pracy czy energii, ale w pracy z aniołami, kierując się anielskim prowadzeniem, raczej otwieramy samych SIEBIE, zmieniamy coś w sobie i otwieramy się na cudowne wydarzenia, znaki i „przypadki”. Zmieniamy własną percepcję bardziej niż działamy na zewnątrz. Zmieniamy siebie, nie zmieniamy świata zewnętrznego. I tego wiele osób nie może zrozumieć. Jak to zmienić? Po prostu, zacząć zmieniać swoje działanie, robić drobne zmiany, próbować, etc. Drobne wizualizacje, krótkie medytacje, ćwiczenia oddechowe, joga. I albo to zadziała, albo nie.
 

Jeśli chcesz otrzymywać za darmo nowe numery newslettera "Droga Serca"
na swój email - w dniu ich publikacji podaj imię i adres e-mail

   

 Zgadzam się z Polityką Prywatności